Apple "od środka" to jedna wielka tajemnica. Ale nie wojskowa, więc od czasu do czasu możemy się dowiedzieć paru ciekawostek. Dziś z wywiadu z byłym pracownikiem Apple Store.
W wywiadzie dla Popular Mechanics, były pracownik Apple Store porównuje zatrudnienie w koncernie Cupertino do uczestnictwa w kulcie. Przyznaje, że czytanie i interesowanie się resztą świata jest tam niemile widziane i szkodliwe dla pracy. Dlatego też on sam skupia się wyłącznie na tym, co robi Apple, unikając "zbędnych" informacji. Sam Jobs uważany jest za "geniusza z maniakalną potrzebą kontrolowania wszystkiego".
- Możesz wpaść w niezłe tarapaty, jeśli spekulujesz, zwłaszcza z klientem. Pytany jestem pięć razy dziennie o następną wersję iPada lub iPhone’a, a ja o nich nie mam pojęcia. Ale wpadłbym w kłopoty, gdybym powiedział, że "następny iPad będzie miał aparat". Ja omijam nawet działy z techniką w gazetach, by nie wyrobić sobie jakiejkolwiek opinii, którą niechcący mógłbym okazać w rozmowie. Lepiej pozostać głupim wyznaje.
W wywiadzie opowiada też o namolnych handlarzach narkotyków, kantujących Chińczykach i "niemożliwym do sprzedania komukolwiek" MobileMe. A także o mantrze powtarzanej pracownikom o tym, jak Apple ważne jest dla duszy ich samych i klientów (którzy są zmuszani do oglądania filmów o cudowności tej firmy a także oklaskiwani przy wejściu i przy "dołączeniu do rodziny"). Wywiad polecamy.
Każdy kto miał okazje odwiedzić dowolny Apple Store na naszym globie, po wejściu na pewno zobaczył taki sam obrazek. Minimalistyczne urządzony sklep, pełen urządzeń z logami ugryzionego jabłuszka, kilku uśmiechniętych i miłych sprzedawców w niebieskich koszulkach - po prostu raj dla potencjalnego klienta giganta z Cupertino. Jeden z pracowników właśnie takiego sklepu przełamuje tabu i opowiada o tym jak wygląda jego praca.
Premiery nowych produktów
"Pracownicy Apple Store'ów nie posiadają żadnych informacji o nowych produktach, aż do ich premiery w czasie keynote'ów. Otwarte spekulowanie jest zabronione zarówno z kolegami z pracy, a tym bardziej z potencjalnymi klientami. Przeciętny sprzedawca pytany jest kilkakrotnie w ciągu dnia o nowe iPhone'y czy iPad'y. Nie może on udzielić żadnej informacji na ten temat. Niektórzy z nich nie czytają nawet informacji ze świata Apple'a, przez to nie znają żadnych przecieków.
Dzień konferencji to wielkie święto, wszyscy zbierają się w sklepie i oglądają ją razem. Jeśli chcesz obejrzeć prezentacje nowego modelu w domu, zazwyczaj dostaniesz na to zgodę od przełożonego. Później zaczynają się przygotowania do wprowadzenia nowych modeli do sklepów. W dniach premiery do sklepu zamawiany jest catering, żaden sprzedawca nie powinien odczuwać głodu ani pragnienia. Krążą plotki, że do sklepu przy Piątej Alei zamawiane są masażystki dla pracowników."
Niezadowoleni klienci
"To niesamowite jak źle można zachowywać się w sklepie. Czasami zdarzy się klient z dwuletnim iPhone'em, którego chce wymienić. Płacze, krzyczy, przeklina, zawodzi. To działa. Czasem myślę, że to praca jak w McDonald's tylko z nieco lepszą pensją. Nigdy nie byłem traktowany tak źle."
Dealerzy narkotykowi wyłudzający produkty
"W naszych sklepach pojawia się wielu dealerów narkotykowych posiadających fałszywe dowody osobiste i karty kredytowe. Zwykle poznajemy ich po zachowaniu, niestety nie możemy nic z tym zrobić, przecież to może być potencjalny klient. Kiedy okazuje się, że taka osoba chce oszukać giganta z Cupertino, zaczyna po prostu uciekać ze sklepu. Nikt ich nie goni, po prostu puszczamy takie sprawy w niepamięć."
Sprzedawanie usługi MobileMe
"Niestety, nie dostajemy żadnej premii za sprzedanie towaru z usługami AppleCare czy MobileMe. Zawsze jednak istnieje możliwość straty pracy, więc staramy się je sprzedać każdemu. Bardzo często nasi klienci korzystają z możliwości przedłużenia gwarancji. Niestety, nikt nie kupuje MobileMe, po prostu się nie opłaca."
Kto sprzeda więcej?
"Każdy Apple Store posiada ranking swoich sprzedawców. Pokazuje on kto zarobił najwięcej dla naszego pracodawcy. Jeśli znajdziesz się w dolnej części tabeli, zostajesz zaproszony na spotkanie z managerem oddziału, który postara się dowiedzieć dlaczego sprzedajesz mniej od innych."
Chińscy dystrybutorzy
"Po premierze iPad'a mieliśmy setki klientów z Chin. Chcieli płacić gotówka nawet za kilkanaście sztuk. Kilka dni później Apple wprowadził e-mail'owe rezerwacje na nasze tablety. Wtedy klienci z Azji korzystali z wystawionych komputerów, tworzyli fałszywe adresy typu 9494893@ymail.com i na tej zasadzie próbowali kupić od nas iPady. Czasami nawet chcieli się targować. Nie ma szans, to jest Apple."
Credo pracownika Apple
"Czasami to, co się dzieje w Apple Store'ach może przypominać sektę. Pracownicy wysyłani są na szkolenia o doskonaleniu siebie, czasami dostajemy kartki z hasłami typu Apple to nasza dusza, nasi pracownicy to nasza dusza."
Ochrona
"Większość pracowników ochrony to dobrze opłaceni, pracujący incognito, ex-policjanci."
Jak zostać zwolnionym?
"Apple ma z jednej strony bardzo ostrą, z drugiej strony bardzo pobłażliwą filozofię zwolnień. Możesz spóźnić się kilkanaście razy pod rząd, zostaniesz w pracy. Możesz też spekulować na temat nowych produktów giganta z Cupertino. To koniec Twojej przygody z pracą w Apple Store."
Komputery na wystawie
"Najczęściej używają ich nastolatkowie bawiący się PhotoBooth i wrzucający swoje zdjęcią na facebook'a. To jest okej. Czasami bezdomni używają naszych głośników Bose do słuchania death metal'u. Najśmieszniejszą grupą są ludzie, którzy tańczą do teledysków Britney Spears. Zaskakująco niewielu potencjalnych klientów ogląda strony pornograficzne. Koszmarem są dowcipnisie, którzy zmieniają język systemu na mongolski czy koreański, później my musimy sobie z tym radzić."
Pokój z telefonem
"Każdy Apple Store wyposażony jest w pokój z telefon, na który dzwonią klienci ze swoimi problemami. Najczęściej przypomina to infolinię dla samobójców. Zwykle przekierowuję ich wszystkich do Apple Care i po problemie."
iPhone a simlock
"Bardzo często zdarzają się klienci, którzy chcą kupić odblokowanego iPhone'a. Niestety, nie mogę sprzedać takiego telefonu. Zwyklę mówię im, że po prostu telefon po ściągnięciu simlocka nie będzie działał. Oczywiście nie jest to prawdą."
Praca w Apple Store to wyścig szczurów
"Podstawowym hasłem dla pracownika Apple Store jest sprzedawać, sprzedawać i jeszcze raz sprzedawać. Im więcej zarobisz, tym większa szansa na awans."
Pracownicy fabryki produkującej ekrany dotykowe wykorzystywane przez Apple wysłali do amerykańskiej firmy list informujący, że podczas wytwarzania stosowano trujący gaz n-hexan. 137 pracowników trafiło do szpitala.
Chińska fabryka podwykonawcy Apple należała do tajwańskiej firmy Wintek. Wytwórca, aby przyspieszyć produkcję ekranów dotykowych zdecydował że zastosuje trujący gaz zamiast wolniej parującego alkoholu. N-hexan był stosowany od maja 2008 roku do sierpnia 2009. W tym czasie z objawami zatrucia do szpitala trafiło 137 pracowników.
Reprezentacja pracowników wysłała list do dyrektora zarządzającego Apple, Steve'a Jobbsa, informując co wydarzyło się w fabryce.
Właściciel fabryki stwierdził, że kiedy tylko zrozumiał jakie skutki wywołuje trujący gaz powrócił do stosowania alkoholu. Pracownicy dodają, że zatrute osoby były zwalniane tuż po wypłaceniu nieadekwatnego odszkodowania. Apple nie komentuje.
Steve Jobs jako mesjasz niosący dobrą nowinę, sklepy Apple niczym świątynie, wreszcie grono fanatyków, tzw. MacHeads. Wszystkie te elementy składają się na obraz marki, która od ponad 25 lat przekonuje swoich wyznawców, że najlepiej wie, czego im potrzeba i nieustannie stara się im tego dostarczać. A tysiące fanów wierzą i posłusznie kupują kolejne iProdukty.
Marki Apple nikomu nie trzeba przedstawiać. Produkty oznaczone jabłuszkiem są dla wielu synonimem jakości, doskonałego designu, niezawodności, łatwości w obsłudze. Co więcej, w przeciwieństwie do użytkowników komputerów innych marek, właściciele Maców bardzo często definiują się poprzez posiadany sprzęt.
Mac jest nie tylko komputerem, ale także przedłużeniem swojego użytkownika. To, że używasz produktów firmy Apple, definiuje cię jako osobę bardziej kreatywną i bardziej cool od szarego użytkownika PC.
Co stoi za tak doskonałą pozycją marki Apple? Odpowiedzi na to pytanie postanowił poszukać Alex Riley w realizowanym przez BBC programie „Secrets of the Superbrands”.
Najpierw zwrócił się do neurologa, który miał sprawdzić, co dzieje się w głowie oddanego fana marki. Okazało się, że zdjęcia produktów stworzonych przez Steve’a Jobsa poruszają te same obszary mózgu u wyznawcy Apple, co patrzenie na święte obrazy u osoby wierzącej.
Po takim odkryciu rozmowa z osobą znającą się na religii wydawała się naturalnym następstwem, więc Riley skierował swoje kroki do biskupa Buckingham. Wnioski, które wyniósł z rozmowy, były nad wyraz ciekawe. Jak się okazuje, marka Apple i stworzona wokół niej otoczka zawiera wszystkie niezbędne religii elementy.
Po pierwsze, potrzebna jest opowieść. Firma Apple została stworzona od podstaw przez Steve’a Jobsa i dwóch jego przyjaciół, którzy wykorzystując popyt na komputery, w krótkim czasie stali się multimilionerami.
Po drugie, potrzebny jest przeciwnik. W wypadku Apple łatwo go wskazać: najpierw była nim firma IBM, obecnie Microsoft.
Po trzecie, religia potrzebuje miejsc kultu i takimi niewątpliwie są sklepy Apple, w których iProdukty rozłożone są na półkach niczym na ołtarzach.
Po czwarte, potrzebny jest mesjasz. Któż inny mógłby nim być w Apple, jeśli nie Steve Jobs? Co prawda w 1985 roku został on zwolniony z własnej firmy, ale na szczęście powrócił w 1997, by ją uratować i przywrócić wiarę swoim wyznawcom. Jak zauważył żartobliwie biskup Buckingham, chrześcijanie muszą czekać na powtórne przyjście Mesjasza, ale wyznawcy Apple już się swojego doczekali.
Dodatkowo do religii upodabnia Apple stosowane słownictwo, m.in. konsekwentne określanie propagatorów marki Apple jako ewangelistów. Także fanatyzm „wyznawców”, gotowych czekać wiele godzin w kolejkach na otwarcie sklepu Apple czy na zakup nowego iProduktu, wreszcie na możliwość uczestniczenia w MacWorld – corocznej konferencji firmy Apple.
Przez ostatnie kilkanaście lat applizm rósł w siłę. Użytkownicy produktów Apple zdawali się bezkrytycznie wierzyć w magiczną moc Steve’a Jobsa, który doskonale wiedział, czego im trzeba i dostarczał im tego, zanim w ogóle zdążyli o tym pomyśleć.
Czy jednak ich „wiara” nie jest wystawiana na próbę, kiedy Apple arbitralnie kasuje z AppStore aplikacje tworzone przez użytkowników? Albo kiedy wypowiada wojnę Adobe, oczerniając technologię Flash? Lub gdy zleca przeszukanie domu redaktora Gizmodo?
W reklamie Apple z 1984 roku karny tłum słucha przemówienia wyświetlanego na wielkim ekranie. Tylko jedna osoba ma odwagę przybiec i zniszczyć ekran. Wówczas była to metafora firmy Apple.
Zdaje się, że obecnie role z reklamy się odmieniły. Apple z tego, który ekran niszczy, stał się tym, który z niego mówi (jak to zresztą pokazano wjednym z odcinków „Simpsonów”). Czy ktoś będzie na tyle odważny, by się mu przeciwstawić i zapoczątkować nową rewolucję?
Apple zawarło układ z diabłem
Jak donosi portal TechCrunch - Apple niczym Faust podpisało cyrograf z diabłem. W roli rogatego wystąpiła tym razem firma Digitude Innovations, która jest znanym patentowym trollerm.
Powstała ona w 2010 roku i zebrała 50 milionów dolarów od funduszu Altitude Capital Partners. Celem firmy jest wyszukiwanie oraz skupowanie najciekawszych i najbardziej obiecujących patentów technologicznych, a następnie przy użyciu tego patentowego portfolio pozywanie producentów elektroniki korzystającyh z tych rozwiązań i zmuszanie ich do wypłacania wysokich opłat licencyjnych.
Już niedługo po założeniu Digitude Innovations złożyło skargę do amerykańskiej Międzynarodowej Komisji Handlu (ITC) na: RIM, HTC, LG, Motorolę, Samsunga, Sony, Amazon i Nokię.
Firma ta jest ciekawa też pod tym względem, że wyszukuje ona partnerów, którzy nie inwestują w nią swoich pieniędzy, lecz właśnie patenty - dzięki czemu sami zyskują dostęp do patentowej bazy DI.
W kwietniu ogłosiła ona podpisanie pierwszych strategicznych umów tego typu z niewymienionymi z nazwy "największymi producentami elektroniki użytkowej". Okazuje się teraz, że na tej liście znajduje się Apple, na co wskazują patenty, na które ostatnio powołało się Digitude Innovations.
Transfer patentów z Apple dokonany został przez firmę Cliff Island LLC, która tak naprawdę istnieje tylko na papierze. Po małym śledztwie przeprowadzonym przez dziennikarzy okazało się, że siedziba firmy nie istnieje, a pod podanym adresem po sąsiedzku można odnaleźć Altitude Capital - głównego inwestora, który wyłożył dużą część z początkowych 50 milionów dolarów.
Firma z Cupertino przekazała Cliff Island LLC cały tuzin swoich patentów, które zapewne trafiły potem do Digitude Innovations. O co jednak w szerszej perspektywie Apple chodzi? Pojawiają się tu dwa możliwe scenariusze. Po pierwsze Apple mogło zawrzeć takie umowy w celu wykorzystania DI jako "najemnika", który ma atakować innych producentów. Drugą, bardziej prawdopodobną wersją jest to, że Apple po prostu musiało to zrobić w ramach ugody, jako że zostało samo wcześniej przez patentowego trolla zaatakowane.
Zarówno Apple jak i Digitude Innovations odmówiły komentarza w sprawie.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Forum użytkowników Mac OS X na PC. Co to jest Hackintosh. Instalacja Mac OS X na PC z płyty Retail. Instalacja i opisy dystrybucji iDeneb, iPC, Kalyway, Leo4ALL, iAtkos.